Na początku września wraz z kolegami z grupy I pod okiem wychowawczyni Justyny rozpoczęliśmy swoją przygodę z garnkami, patelniami i piekarnikami. Na zajęciach, które trwają już drugi semestr rozwijamy nasze umiejętności kucharskie. Do tej pory zdążyliśmy już przygotować takie specjały, jak pizze, zapiekanki, dania meksykańskie, naleśniki, placki ziemniaczane, rogaliki, ciasta oraz ciasteczka. Nasze potrawy zaczynają wszystkim smakować coraz bardziej, co znaczy, że robimy wielkie postępy! My dobrze się bawimy, a wszyscy wkoło mają pełne brzuchy. Efekty naszej pracy możecie zobaczyć oglądając moją prezentację.
K. Jaśkiewicz (gr. I)
Wychowawcy Jarek i Przemek – nasi specjaliści od sportów siłowych – zorganizowali w połowie maja II Zawody STRONGMAN MOW CROSSFIT GAMES. W dyscyplinach wymagających dużej sprawności, mocy mięśni i wytrzymałości mógł sprawdzić się każdy, kto miał na to ochotę. Poza konkurencją, dla zabawy, ćwiczeń próbowali niemal wszyscy, jednak w samym turnieju wzięło udział 25 najwytrwalszych wychowanków. Kto spośród naszych gladiatorów okazał się najlepszy i co o tym zaważyło? Zapraszamy do lektury.
W sobotnie przedpołudnie nasi siłacze, jak i liczni kibice udali się na ośrodkowe boisko, gdzie już czekały na nich przygotowane dyscypliny. Rywalizacja składała się z pięciu konkurencji: spaceru farmera, przyciąganiu nóg do klatki piersiowej na taśmach TRX, pompkach na poręczach, przenoszeniu Yoka oraz trzymaniu 150% własnego ciała. Każda z nich punktowana była osobno w zależności od zajętego po jej zakończeniu miejsca. Młodzi strongmani za każdym razem dawali z siebie wszystko, o czym świadczyły najlepiej litry wylanego potu, grymasy wielkiego wysiłku na twarzach, a później okrzyki radości lub smutek i nerwy po niezadowalających występach.
Gdy ostatni zawodnik zakończył zmagania, pan Jarek zaprezentował wszystkim brawurowy pokaz podniebnych wyczynów dronem, a pan Przemek miał czas, żeby zliczyć punkty i podsumować turniej. Sportowców podzielono na dwie kategorie wagowe: do 65 kg, w której rywalizowało 12 zawodników i powyżej 65 kg z 13 startującymi. Pierwszą z nich zwyciężył nasz mistrz planka Borys z gr. VIII. Kolejne miejsca na podium zajęli Mateusz i Adam reprezentujący grupę VI. W drugiej kategorii najlepszy okazał się Andrzej z gr. I zostawiając w tyle drugiego Dominika z gr. VI i trzeciego Fabiana z gr. II.
Impreza bardzo się wszystkim podobała, a dopingujące okrzyki kibiców niosły się po całej Jagiellońskiej. Zwykle trenujemy w siłowni lub pokojach, porównując swoje osiągnięcia wyłącznie w rozmowach. Teraz mieliśmy szansę spróbować swoich sił we wspólnej rywalizacji i przekonać się, jak kto sobie radzi z konkretnymi zadaniami. Konkurowanie z innymi dostarczyło nam dużo pozytywnych emocji i pokazało, że zasady fair play nie są nam obce. A to oznacza, że wygraliśmy wszyscy!
…………………………. Ł. Łaziński i D. Niemczyk (MOW News)
Miniony miesiąc wraz z redakcyjnymi kolegami poświęciliśmy na poznanie radia: jego funkcjonowania, tajników pracy dziennikarskiej, różnych rodzajów programów emitowanych w eterze i skomplikowanych technologii do tworzenia audycji głosowych. Ukoronowaniem prowadzonych w Ośrodku zajęć była wizyta w Radiu Malbork, zwiedzenie rozgłośni w towarzystwie pana redaktora Jacka Suchińskiego oraz wywiad z nim. Wiele miesięcy czekaliśmy, aż będziemy mogli kontynuować realizację innowacji pedagogicznej Poznaję siebie, odkrywam świat. Dziennikarstwo w służbie resocjalizacji. W końcu się udało!
Pan Jacek Suchiński, dziennikarz Radia Malbork, naszą podróż po świecie eteru rozpoczął od przedstawienia nam siebie oraz pozostałych pracowników rozgłośni, a także krótkiej charakterystyki zadań, za których realizację są oni odpowiedzialni. Po przywitaniu się z dziennikarzami, prezenterami i pracownikami technicznymi przyjrzeliśmy się z bliska elektronicznemu sercu Radia: serwerowni, która jednocześnie wysyła dźwięki w świat, przechowuje muzykę i archiwalne audycje oraz – w razie awarii prądu – gwarantuje stacji kilkugodzinne zasilanie. Trzecim punktem naszej wycieczki było miejsce, z którego dziennikarze nadają swoje audycje. Zobaczyliśmy tam kilka monitorów, mikrofonów i całe mnóstwo przycisków. Kolejnym pomieszczeniem, do którego zajrzeliśmy, był pokój dźwiękowców, w którym przyjrzeliśmy się nagrywaniu i montowaniu informacji sportowych. Ostatnim etapem poznawania pomieszczeń Radia Malbork były odwiedziny w miejscu nagrywania audycji grupowych. W wygłuszonym pokoju zastaliśmy stół z kilkoma mikrofonami wyrastającymi w strony foteli gości, a w myślach wyobrażaliśmy sobie toczące się tam rozmowy.
Wycieczkę po redakcji Radia Malbork nasz gospodarz ubarwiał historiami ze swojej bogatej dziennikarskiej kariery, ciekawostkami dotyczącymi sprzętu i funkcjonowania radia oraz wieloma cennymi informacjami dotyczącymi pracy dziennikarza radiowego, rodzajów audycji i sposobów przygotowania swojego głosu do pracy. Niesamowite było jednak przede wszystkim oglądać pana Jacka w akcji, gdy zmienioną barwą głosu nagrywał popołudniowe wiadomości sportowe. Z dumą odsłuchaliśmy je później z grupowych odbiorników po powrocie do Ośrodka. To był fascynujący dzień pełen niezwykłych dziennikarskich doświadczeń. Może już niedługo piszący teksty i nagrywający programy telewizyjne redaktorzy MOW News rozszerzą swoją działalność również o regularne audycje radiowe? Chcielibyście?
……………………………… K. Matthäus i A. Okoński (MOW News)
…………….
…………….
Zapraszamy Was również do niezwykle ciekawego wywiadu, który przeprowadziliśmy z naszym gospodarzem, redaktorem Radia Malbork Jackiem Suchińskim. Dowiecie się z niego mnóstwa ciekawych rzeczy.
MOW News: Panie Jacku, od kilkunastu lat jest Pan dziennikarzem Radia Malbork. Co przez ten czas dostarczyło Panu w pracy największych powodów do dumy, a co z tego okresu chciałby Pan wymazać ze swojej pamięci?
Jacek Suchiński: To trudne pytanie, bo w przekroju dziesięcioletniej pracy w lokalnym radio sporo było takich momentów, które napawały dumą i sprawiały sporo satysfakcji. Trudno mi je jakoś usystematyzować… Moim zdaniem fakt, że zaczynając prowadzenie stacji radiowej jako grupa amatorów i wolontariuszy, udało się doprowadzić program do obecnego kształtu. Wszystko działo się dwutorowo. Z jednej strony uczyliśmy się i czerpaliśmy z doświadczeń innych stacji o podobnym charakterze, z drugiej – nieustannie poszukiwaliśmy takich treści i sposobów przekazu, by na dość mocno „zagęszczonym” rynku radiowym powalczyć o lokalnych odbiorców i stworzyć program, który na swój sposób będzie nas wyróżniał.
Przykrym doświadczeniem był pożar naszych urządzeń nadawczych w styczniu 2019 r. Zanim udało się przywrócić emisję, przez blisko cztery doby na 90,4 FM panowała cisza. Słychać nas było jedynie w internecie. Potem przez kilka kolejnych miesięcy nadawaliśmy w trybie awaryjnym i mieliśmy problem z dosłaniem naszego sygnału chociażby do Nowego Stawu. To zasadniczo przyczyniło się do spadku słuchalności oraz obniżyło przychód ze sprzedaży reklam. Przetrwaliśmy, ale jeszcze dziś ciężko się o tym mówi…
MN: Kto jest Pana zawodowym autorytetem? Dlaczego?
JS: Idoli dziennikarstwa mam wielu. Wychowywałem się słuchając Tadeusza Sznuka, Wojciecha Manna, Marka Niedźwiedzkiego, Bogdana Fabiańskiego, ale chyba najbliżej prawdy będę wskazując na Jarosława Kuźniara. Dla mnie wniósł nową jakość do dziennikarstwa informacyjnego, imponował gładkim przeprowadzaniem odbiorcy przez poruszane tematy, odpowiednią dynamiką swoich programów, stylem prowadzenia, umiejętnością wciągania odbiorców w interakcje… Miałem możliwość osobistego poznania Pana Jarka, gdy prowadził z Malborka dwudniowy weekendowy program wakacyjny dla TVN24. Rozmowa z nim tylko potwierdziła moje wcześniejsze odczucia, ze jest mistrzem w swoim fachu.
MN: Które z redakcyjnych obowiązków wykonuje Pan z największą przyjemnością, a których za wszelką cenę Pan unika?
JS: Największa przyjemność to oczywiście praca przy mikrofonie, tak samo reporterskim w terenie jak i prezentera w studio. Na przeciwległym biegunie jest tzw. papierkowa robota, której, niestety, nie da się uniknąć…
MN: Co do tej pory było Pana największym zawodowym wyzwaniem?
JS: Tak naprawdę największym wyzwaniem były pierwsze tygodnie pracy w charakterze redaktora naczelnego. „Namaścił” mnie do tego ówczesny dyrektor MCKiE i twórca Radia Malbork Bohdan Paczkowski, który któregoś dnia po prostu podszedł do mnie i wypowiedział jedno zdanie: „Poprowadzisz radio”. Po kilkunastu latach pracy jako… instruktor tańca nie trudno się domyślić, jaka była moja pierwsza reakcja. Gdy ochłonąłem, zacząłem powoli poznawać radiową materię, krok po kroku, nie ustrzegając się błędów, ale dzięki znalezieniu wartościowych ludzi, którzy zaczęli pojawiać się na antenie, radio dostało przysłowiowego „wiatru w żagle”.
MN: Prowadził Pan wywiady z niezliczoną liczbą osób. Która z nich i czym najbardziej Pana zaskoczyła?
JS: Każda z tych rozmów była zupełnie inna i trudno je ze sobą porównywać. Na ogół wszystkie miały bardzo przyjazny i serdeczny ton, bez względu na to, czy rozmówcą był piosenkarz, satyryk, polityk czy aktor. Wskazując na konkretną osobę zaraz musiałbym wymienić drugą, a potem kolejna i kolejną… Najbardziej utrwaliły mi się te pierwsze: z Iwoną Guzowską i Haliną Mlynkovą. Gdzieś od środka zżerały emocje, że to pierwsze wywiady, ale gdy dostrzegłem w moich rozmówczyniach lekką tremę zrozumiałem, że to jest po prostu „naturalne środowisko” takich wywiadów. Swoją serdecznością urzekła mnie Ania Wyszkoni, natomiast Tamara Arciuch zaskoczyła wyznaniem, że z natury jest osobą… nieśmiałą. Nie licuje to z charakterem granych przez nią postaci. Miałem też okazję przeprowadzać wywiad z dziennikarką Darią Górką na temat napisanej przez nią książki. W trakcie rozmowy okazało się, że Pani Daria, jako kilkuletnia dziewczynka, uczęszczała na moje lekcje tańca, które prowadziłem kiedyś w Tczewie. Gdyby dokładnie pochylić się nad każdym przeprowadzonym wywiadem, znalazłbym w nim element zaskoczenia.
MN: Czego jeszcze nie zrealizował Pan na falach Radia Malbork? Jest jakiś program/materiał, który nieustannie chodzi Panu po głowie?
JS: W szufladzie mam jeszcze sporo pomysłów, które nie doczekały się realizacji. Dotyczą różnych formatów. Nie we wszystkim każdy dziennikarz się odnajdzie. Przywołany przeze mnie wcześniej Jarosław Kuźniar, o ile świetnie sprawdzał się w porannym programie informacyjnym, nie „porwał” jako gospodarz talent-show „X-Factor”. Mam pomysł na radiowy program rozrywkowy, ale też sporo obaw, że nie będę umiał go odpowiednio zrealizować. Może kiedyś dojrzeję do tego, by zmierzyć się z takim wyzwaniem.
MN: Jakie cechy powinien mieć idealny kandydat na radiowego reportera?
JS: Wszystkie dobre! W dziennikarstwie wiele cech ma znaczenie. Trzeba mieć oczy i uszy otwarte na wszystko, co wokół nas się dzieje. Umiejętność wyłapywania tego, co najczęściej umyka uwadze statystycznemu Kowalskiemu jest bardzo ważna. Na pewno liczy się umiejętność nawiązywania kontaktu z ludźmi, rozmawiania z nimi, ale też wsłuchiwania się w ich opowieści… Nie dam rady wymienić wszystkich. Sam w swojej pracy często korzystam z takiego narzędzia jak intuicja. Ona podpowiada rozwiązania, jak zrealizować dany temat. Czasami trzeba wykazać się siłą przebicia, sprytem, odwagą, przebiegłością. Nie bez znaczenia są też cierpliwość i pokora. Każdy dzień pracy dziennikarza to służba społeczeństwu i wtórne odkrywanie swoich zawodowych możliwości.
MN: Dziękujemy za rozmowę i niezwykłą wycieczkę!
JS: Bardzo się cieszę, że Wam się podobało. Do zobaczenia!
Wychowankowie naszego Ośrodka przy współpracy z redaktorami MOW News z okazji Dnia Matki przygotowali dla wszystkich mam filmową niespodziankę. Zachęcamy do obejrzenia:
Celem niemal każdego sportowca jest występ na Olimpiadzie. Spełnieniem marzeń jest wywalczenie tam medalu. W miniony czwartek poznaliśmy człowieka, który nie dość, że wystąpił w tej najbardziej prestiżowej imprezie, to jeszcze przywiózł z niej brązowy medal. W tym roku minie 45 lat od tego szczególnego zarówno dla naszego gościa, pana Leszka Kosedowskiego, jak i dla polskiego boksu wydarzenia. A nic tak bardzo nie przywołuje wspomnień jak jubileusze.
Od dłuższego czasu z powodu ograniczeń związanych z pandemią nie nagraliśmy żadnego nowego odcinka Dziennikarskich szlifów. Bardzo nam brakowało poznawania nowych ludzi, rozmów i wyjazdów. Gdy tylko nadarzyła się okazja, by spotkać się w naszych murach z tak wybitną postacią, jak pan Leszek Kosedowski, od razu całą redakcją „MOW News” wzięliśmy się do roboty! Gruntownie przygotowaliśmy się do rozmowy, odnowiliśmy nasze kontakty z panią Magdą z TV Malbork, ułożyliśmy pytania i…byliśmy gotowi!
Wywiad z Mistrzem dostarczył nam mnóstwo przyjemności oraz był niezwykłą lekcją skromności, pracowitości i mądrości. Zarówno my, którzy mieliśmy zaszczyt prowadzić tę rozmowę, jak i nasi koledzy obserwujący nagranie wywiadu słuchaliśmy pana Leszka z zapartym tchem. Dzięki współpracy naszej redakcji z TV Malbork już niedługo będziecie mogli wysłuchać go i Wy. Niebawem kolejny odcinek Dziennikarskich szlifów. Obiecujemy, nie będziecie zawiedzeni!
……………………………………………………… K. Matthäus i D. Drążek (MOW News)
Majówka w Ośrodku? Jeszcze nie tak dawno brzmiało to jak najczarniejszy scenariusz. Przez lata przepustki do domów na ten długi weekend były dla nas i naszych kolegów świetną motywacją do zdobywania jak najlepszych ocen i wzorowego zachowania. W Malborku zostawali wtedy nieliczni i mimo że wychowawcy dbali, by czas mieli urozmaicony, to i tak było im smutno widząc przyjeżdżających po kolegów rodziców. Pandemia zmieniła wszystko. Tym razem nie wyjechał nikt. Drugi rok z rzędu święta majowe wszyscy spędziliśmy przy Jagiellońskiej. Rozumiem to, moi koledzy również. Mamy dosyć kwarantann, maseczek i izolacji, dlatego rezygnujemy ze spotkań z najbliższymi, żeby choć w ten sposób dołożyć cegiełkę do zakończenia epidemii. Co w takim razie robiliśmy w te wolne dni? Dbaliśmy o zdrowie i poprawialiśmy kondycję fizyczną!
Od dłuższego czasu wiedzieliśmy, że majówka upłynie nam pod znakiem sportu. Wychowawcy wraz z naszymi kolegami z grupy VIII przygotowali dla nas i pozostałych wychowanków dwa turnieje: Igrzyska Olimpijskie oraz popularnego piłkarskiego Turbokozaka. Wykaz konkurencji tych zawodów dostaliśmy na tyle wcześnie, że przez poprzednie tygodnie mogliśmy się do nich solidnie przygotować. Dzięki temu rywalizacja była bardzo zacięta, a poziom wysoki. Ale po kolei…
W Święto Flagi wystartowaliśmy w ośrodkowej Olimpiadzie. Z uwagi na obostrzenia sanitarne do areny zawodów: naszej sali sportowej schodziliśmy po dwie grupy. Tam czekało na nas osiem stanowisk. Po krótkiej odprawie, rozgrzewce i otrzymaniu kart startowych rozpoczynaliśmy rywalizację. Każdy chciał wypaść jak najlepiej, dlatego musieliśmy odpowiednio ułożyć sobie ćwiczenia, żeby mięśnie były gotowe do maksymalnego wysiłku. Dlatego też dyscypliny siłowe, jak pompki, deska, podciąganie na drążku czy wiszenie na nim przeplataliśmy tymi technicznymi, jak żonglerka piłką nożną, podbijanie piłki siatkowej, skok w dal czy rzuty do kosza. W kilku konkurencjach poradziliśmy sobie naprawdę dobrze i pobiliśmy swoje życiowe rekordy, ale nie wystarczyło to niestety nawet na podium. Na nasze usprawiedliwienie powiemy tylko, że przeciwników mieliśmy naprawdę rewelacyjnie przygotowanych: Borys w pozycji deski wytrzymał 6 minut i 30 sekund (!!!), Bartek celnie rzucił do kosza 8 z 10 prób (!!!), a Fabian skoczył z miejsca na odległość 3,16 m (!!!). A to tylko niektóre ze świetnych wyników naszych kolegów! Zabawa była świetna, rywalizacja bardzo zacięta, a co najważniejsze wszyscy ukończyli zawody cali i zdrowi! Wyniki już znamy, teraz czekamy tylko na medale, dyplomy i nagrody. A będzie ich sporo, bo dzięki podziałowi wiekowemu na młodszych i starszych na podium stanie aż…48 zawodników!
Rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja świętowaliśmy natomiast na boisku piłkarskim. Zawody piłkarskiego Turbokozaka zorganizowane zostały przez byłych świetnych piłkarzy, legendy malborskiej „Pomezanii”, wychowawców Grzegorza Tanasowa i Tadeusza Świderskiego, więc każdemu zależało, żeby pokazać się przed nimi z jak najlepszej strony. Kochamy piłkę nożną. Gramy w nią bardzo często i każdy z nas uważa, że ma w sobie coś z Ronaldo, z Lewandowskiego i coś z Messiego. Udowodnić to próbowaliśmy w pięciu konkurencjach: strzelaliśmy z połowy naszego Orlika w poprzeczkę, żonglowaliśmy piłką nożną stopa-głowa-stopa-głowa, wykonywaliśmy rzuty karne po wcześniejszym obiegnięciu dziesięć razy piłki (każdemu zakręciło to w głowie…), strzelaliśmy przez całe boisko bez kozła do bramki i wkręcaliśmy piłki bezpośrednio z rzutu rożnego. Podobnie jak w przypadku Olimpiady było sporo żartów i śmiechu, ale było również wiele poważnych emocji: radości z sukcesów i smutku po niedokładnych zagraniach. Nasz występ oceniamy jako dobry. Kilka zagrań nam wyszło, nie daliśmy plany przy żonglerkach, ale nad niektórymi konkurencjami wiemy, że musimy jeszcze popracować. Zwyciężył Karol wyprzedzając po zaciętej walce Adasia, Patryka i Dominika. Obaj uważamy, że każdy z nich śmiało może mówić o sobie TURBOKOZAK.
Turnieje dostarczyły nam mnóstwo frajdy, a rywalizacja pozwoliła pokonać w myślach temat braku przepustek do domów na majowy weekend. Wielu z nas miało czym się pochwalić w rozmowach telefonicznych z rodzicami, a komu jeszcze sportu było mało, ten mógł emocjonować się przed telewizorem zaciętym meczem finału Pucharu Polski pomiędzy „Rakowem” Częstochowa a „Arką” Gdynia (2:1). Kto wie, może i któryś z nas wzniesie kiedyś nad głową jakiś ważny puchar.
…………………………………………………………………………………………..P. Bednarski, Ł. Łaziński (MOW News)
„To wyjątkowo trudny czas dla żywego teatru i wielu artystów (…) Silna potrzeba tworzenia u autorów, scenografów, tancerzy, śpiewaków, aktorów, muzyków, reżyserów nigdy nie zostanie zaduszona, a w bardzo niedługiej przyszłości zakwitnie od nowa z nową energią i nowym pojęciem naszego wspólnego świata.”- to słowa znanej aktorki Helen Mirren ( w tłumaczeniu Pawła Paszty), które wygłosiła w swoim orędziu z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru.
W naszym Ośrodku ten dzień także został odpowiednio uczczony. Chłopcy na tę okoliczność przygotowali krótki spektakl będący ich interpretacją postaci Grabca z dramatu „Balladyna” Juliusza Słowackiego. Przedstawienie nosiło tytuł „Grabiec na odwyku” i ukazywało, jakie wydarzenia sprawiły, że bohater popadł w tarapaty i dlaczego postanowił żyć w trzeźwości,
a także doradzał to widowni. Przedstawienie bardzo podobało się zarówno wychowankom, jak i nauczycielom i wychowawcom. Aktorzy zebrali gromkie brawa i… słusznie! Bo byli rewelacyjni!
Beata Mucha
Podobnie jak w ubiegłym roku nasi wychowankowie uczcili ten wyjątkowy dzień poświęcony propagowaniu kultury i wzięli udział w konkursie recytatorskim. Wiadomo, że kultura wysoka, zwana inaczej kulturą elitarną, dotyczy zwykle wąskiej grupy osób. Tak też było z naszym konkursem. Odbył się w kameralnym gronie i atmosferze, w bibliotece szkolnej. Sprzyjało to bardzo młodym recytatorom, dla których występ zawsze wiąże się z tremą, zwłaszcza dla nowicjuszy. Wybór utworów był dowolny, dlatego mogliśmy wysłuchać wierszy klasyków, jak poetów współczesnych. Najczęściej jednak sięgano do tomiku wierszy „ Miłość Poranka” lokalnego poety Stanisława Sumowskiego. Nie były to utwory łatwe dla recytatorów ze względu na interpretację i oddanie intonacją głosu, mimiką czy gestem emocji w nich zawartych. I jak to w konkursach bywa, jedni poradzili sobie z tym lepiej, inni słabiej. Jednakże podziękowania i gratulacje należą się wszystkim uczestnikom! Za pokonywanie własnej nieśmiałości czy braku wiary we własne możliwości, do czego niewątpliwie trzeba mieć odwagę.
Dlatego jeszcze raz dziękuję Wszystkim Recytatorom za udział w konkursie i zapraszam za rok!
Wasza Biblioteka(rka)
Beata Mucha
Ostatnie tygodnie przed Świętami Wielkanocnymi były pełne napięcia i niepewności. Co prawda wychowawcy wysyłali pisma z prośbami o urlopowania i stopniowo dostawaliśmy z sądów zgody na wyjazdy, ale nie byliśmy przekonani, czy w ostatniej chwili rządzący nie powiedzą „Zostajecie!”. Ilość osób zakażonych codziennie wzrasta, a wielu z nas ma przecież świeżo w pamięci ostatnią Wielkanoc, którą wszyscy spędziliśmy w Ośrodku. Co prawda bawiliśmy się świetnie, atrakcji wtedy było mnóstwo, a wychowawcy stawali na głowach, żeby urozmaicić nam czas, ale…nie zastąpi to świętowania z najbliższymi. Dlatego nasi opiekunowie postanowili, że odgonią złe myśli i pozwolą nam rozładować negatywne emocje poprzez zawody sportowe. A było ich tyle, że czasu na rozmyślania praktycznie nie mieliśmy.
Maraton turniejów rozpoczęły trwające dwa tygodnie zawody koszykówki. Nie każdy z nas grał w nią na podwórku czy w szkole, dlatego najpierw z moimi kolegami z gr. II poznaliśmy zasady, a potem przeszliśmy do grupowych treningów tej dyscypliny. Mieszkamy w sąsiedztwie sali gimnastycznej, dzięki czemu mogliśmy podglądać, jak idą przygotowania naszym przeciwnikom. Obserwacje te utwierdziły nas w przekonaniu, że będziemy jednymi z faworytów. Rozgrywki rozpoczęliśmy od rywalizacji grupowej, w której zmierzyliśmy się z reprezentantami gr. III, gr. VI i gr. VII. Zgodnie z planem turniej zaczęliśmy od spektakularnego 36:5 z gr. VII, później pokonaliśmy 46:26 gr. III i gdy uważaliśmy siebie za niepokonanych zimny prysznic zafundowała nam gr. VI ogrywając nas 33:24. Podłamani porażką i drugim miejscem w grupie ulegliśmy w półfinale naszym starszym kolegom z gr. I, którzy wygrali rywalizację w drugiej grupie z zespołami gr. V i gr. VIII. W meczu o trzecie miejsce ponownie trafiliśmy na gr. VI i…niestety znów przegraliśmy. Tym razem aż dwudziestoma punktami 23:43. Chyba zbyt wcześnie poczuliśmy się zwycięzcami turnieju, przez co zabrakło nam koncentracji i respektu dla rywali. Dostaliśmy lekcję, trenujemy dalej i zmotywowani czekamy na kolejny turniej! Grupie VI gratulujemy brązowego medalu, grupie V srebrnego, a naszym sąsiadom z grupy I złota!
Niedługo po starcie zespołowych rozgrywek w koszykówkę wystartował indywidualny turniej tenisa stołowego. Król ośrodkowych dyscyplin jak zwykle zgromadził ogromną liczbę uczestników, dlatego zawody musieliśmy rozpocząć już od fazy 1/32 finału. Każda z grup posiada swój stół i regularnie trenuje w wolnych od nauki i zajęć chwilach, dlatego wśród uczestników turnieju nie było słabeuszy i wszyscy byli przekonani, że mają szansę na zwycięstwo. Mecze były bardzo zacięte, a wielu wygranych zwykle poznawaliśmy dopiero w trzecim secie. Sędziowałem wiele z tych pojedynków, w innych grałem i z bliska widziałem, jak niewiele niektórym brakowało do pokonania rywala. W rzadko których zawodach poziom początkowych meczów jest podobny do gier końcowych. Tutaj tak było, za co każdemu z uczestników należą się ogromne gratulacje! Cały turniej udało mi się – umiejętnościami i szczęściem – wygrać pokonując w finale po świetnym meczu D. Szałapaja z gr. V, ale największym zaskoczeniem było trzecie miejsce J. Motasa z gr. III, który w Ośrodku nie jest długo i nie dał się nam jeszcze poznać ze strony umiejętności sportowych. Wielkie brawa dla nas wszystkich!
Najświeższe wspomnienia mam z lekkoatletycznych zawodów skoku wzwyż, który został przeprowadzony w ostatni weekend. Wszyscy wiedzieli o nim od dłuższego czasu, dlatego mogłem z kolegami z klasy poważnie popracować nad odbiciem i techniką lotu podczas lekcji wychowania fizycznego. Nauczyciele postanowili solidnie przygotować nas do tej rywalizacji ucząc jednocześnie nowej dla wielu dyscypliny. O pierwszych skokach większość uczniów chciałoby zapomnieć, ale z lekcji na lekcję szło nam coraz lepiej bijąc kolejne życiowe rekordy. Dzięki temu gdy przyszło do turnieju, to organizujący go wychowawcy przecierali oczy ze zdziwienia, jak dobrze czujemy się w tym sporcie. Przeskoczenie 120 cm, a nawet 130 cm nie stanowiło dla nikogo problemu, a prawdziwa rywalizacja rozpoczęła się dopiero po podniesieniu poprzeczki do 140 cm. Wtedy większość – w tym ja – poległa, strącając przeszkodę w locie. Ale niektórzy dali radę, za co zostali nagrodzeni głośnymi brawami od zgromadzonych kibiców. Pierwsze miejsce zajęli D. Szałapaj z gr. V i J. Motas z gr. III przeskakując 155 cm, drugie D. Skurzewski z gr. VIII z wynikiem 150 cm, a trzecie K. Klimek z gr. I i R. Kozłowski z gr. II pokonując 145 cm. Turniej dostarczył nam mnóstwa emocji i świetnie oglądało się go również z perspektywy kibica. Było trochę śmiechu, sporo mocno trzymanych kciuków, a co najważniejsze mieliśmy zajęte głowy. Tym sposobem wskoczyliśmy w ostatni już tydzień przed wyjazdami do domów!
Zarówno te, jak i poprzedzające je turnieje badmintona, futsalu czy e-sportowy w grę FIFA dostarczyły nam mnóstwa emocji i pozwoliły osiągnąć sportowe sukcesy. Dzięki nim mniej zajmowaliśmy się szalejącą na świecie pandemią i jej konsekwencjami. Zadbaliśmy o kondycję, żaden z nas nie nabawił się kontuzji, rozładowaliśmy emocje i zintegrowaliśmy z kolegami. A co najważniejsze dobrze wykorzystaliśmy wolny czas, który minął błyskawicznie. Dzięki temu z trzech miesięcy oczekiwań na powrót do domu zrobiły się trzy dni. Drodzy wychowawcy: dziękujemy!!!
…………………………………………………………………………………………………….. P. Bednarski (MOW News)
Wróciliśmy do akcji! Przez ostatnie miesiące nasza ośrodkowa 4 Drużyna Harcerska Nieprzetartego Szlaku spotykała się wyłącznie w MOW-ie. Podczas tych wewnętrznych zbiórek uczyliśmy się musztry, surwiwalu, harcerskich zwyczajów i ogniskowych przyśpiewek. Dowiadywaliśmy się wielu przydatnych informacji i dobrze się przy tym bawiliśmy. W harcerstwie jednak najbardziej cenię, podobnie jak moi koledzy, kontakt z innymi ludźmi i poznawanie nowych osób. A tego nam w ostatnim czasie brakuje najbardziej.
Tydzień temu mieliśmy okazję zobaczyć naszych starych znajomych należących do Hufca Malbork. Niestety tylko wirtualnie, ale jak się nie ma, co się lubi…to zadowoliliśmy się i tym. Komenda w ramach obchodów międzynarodowego święta Dnia Myśli Braterskiej zorganizowała dla wszystkich swoich drużyn zawody terenowe. Zabawa polegała na poszukiwaniu rozstawionych po Malborku i okolicy punktów z kodami QR. Każdy z tych biało-czarnych kwadratów był zaszyfrowanym zadaniem, które mieliśmy zrealizować i uwiecznić. W ramach rywalizacji mieliśmy m.in. nagrać tik-toka, stworzyć grę, wymyślić piosenkę o swojej drużynie, namalować plakat, napisać opowiadanie, wymyślić krzyżówkę czy zagrać scenkę teatralną o powstaniu harcerstwa. Wyzwań było całe mnóstwo i nie należały do łatwych, ale każdemu sprostaliśmy!
Wszystkie realizacje schowanych za kodami QR zadań nagrywaliśmy lub fotografowaliśmy i po zakończeniu ostatniego z nich wysłaliśmy do ZHP. Z ośmiu zgłoszonych do konkursu drużyn wszystkie zadania zrealizowaliśmy tylko my i drużyna ze Sztumu. Musieli być od nas nieco lepsi, bo ostatecznie w rywalizacji zajęliśmy drugie miejsce. Bardzo się z niego cieszymy i jesteśmy dumni z siebie, że sprostaliśmy zarówno grze aktorskiej, tańcowi czy zadaniom plastycznym i intelektualnym. Dziękujemy Komendzie Hufca za zorganizowanie tego turnieju! Już nie możemy doczekać się kolejnych rywalizacji. Może tym razem już ramię w ramię z innymi drużynami?
P. Rybak (MOW News)